Betel.tv na Youtube Betel na Facebooku

Felieton "Hejt – mowa XXI wieku" (L. Sikora)

Czytelnia » Felieton "Hejt – mowa XXI wieku" (L. Sikora)

2019-02-05 16:53

… a swego bliźniego, jak siebie samego. Rzekł mu więc : Dobrze powiedziałeś, czyń to, a będziesz żył. (Ew.Łuk.10.27b- 28)

Hejt to ugrzeczniona wersja nienawiści –upudrowana w nowe nazewnictwo i coraz bardziej akceptowana społecznie. Coraz częściej staje się ona naszą codziennością. Towarzyszy nam w internecie, telewizji, prasie a także w codziennych naszych rozmowach. Kult nienawiści i braku poszanowania innych osób staje się normą, codziennym sposobem wyrażania i przekazywania swoich myśli. Staje się też pożywką dla skrajnych czy nacjonalistycznych organizacji.

Hejtowi czyli mowie nienawiści sprzyja możliwość pozostawania incognito w sieci, choć coraz częściej też robimy to z podniesioną przyłbicą. Celebryci, politycy wytyczają drogę, którą coraz śmielej podążają szczególnie młodzi ludzie ( uczestniczą oni w mowie nienawiści dwa razy częściej niż dorośli). Jego poziom podniósł się w Polsce w ostatnich latach dwukrotnie, a tragiczne skutki tego mogliśmy w ostatnim czasie zobaczyć.

Często powtarzające się obelgi i epitety oswajają nas z tym językiem, wyrażają nasze skrajne emocje, nasz sposób myślenia o innych, by po czasie stać się dla niektórych normą. Generalnie hejt przekazuje werbalnie nasz negatywny stosunek do drugiego człowieka.

Smutne jest to, że wobec tego zjawiska często można zaobserwować pasywną rolę chrześcijan, a nie rzadko wręcz staje się on językiem akceptowalnym w naszym środowisku. Zdarza się, że opinie na temat innych ludzi, narodowości, wyznań czy ludzi różniących się etnicznie zaczynają także gościć w naszych rozmowach i stanowią tło codziennych rozważań. Ze zdumieniem czytam w internecie komentarze osób mieniących się chrześcijanami i muszę stwierdzić, że nienawiść, agresja często są ich treścią w odniesieniu do innych osób.

Jezus w swych ewangeliach ustawił nam poprzeczkę bardzo wysoko. Kochaj bliźniego, jak siebie samego (m. in. w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, Ew. Łukasza 10:29-37) )– czy jest to dziś do osiągnięcia? W sensie ludzkim to trudne, ale gdy zdamy się na Ducha Świętego w nas, pojawiają się nieograniczone zasoby źródła miłości. Ta przypowieść, którą wszyscy dobrze znamy mówi nam, że nieodłącznym elementem prawdziwej, zbawiającej wiary jest szacunek, miłość i współczucie dla innych ludzi, także tych ( a może szczególnie) w potrzebie. Kontekst tej przypowieści staje się szczególnie jaskrawy kiedy zdamy sobie sprawę kim dla Żyda był Samarytanin. A właśnie to on, a nie kapłan czy Lewita zdobył się na współczucie, pomoc oraz pokrył wszelkie koszty opieki i leczenia pokrzywdzonego. Jezus kończy tą przypowieść słowami: „ Idź i postępuj podobnie”

Wezwanie, by miłować Boga jest ściśle połączone z naszym stosunkiem do drugiego człowieka. I bez znaczenia czy jest to uchodźca z Syrii, czy brat z innego kościoła, a może nie lubiany przez nas polityk lub człowiek innej narodowości. Nowe życie i łaska, jakie Chrystus daje tym, którzy Go przyjmują, przynosi z sobą miłość, miłosierdzie, współczucie dla tych, którzy są w potrzebie, być może zrozpaczeni i być może bez środków do życia, a przede wszystkim po prostu do innych ludzi. Wszyscy wierzący mają ten sam obowiązek działać w miłości Ducha Świętego, który w nas mieszka i nie czynić swych serc twardymi. Jezus nie przewidział w tej kwestii odrębnego zdania, bez względu na to, jak wielkiej wagi argumenty przytoczymy na naszą obronę.

Wprowadzajcie zaś Słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. (Jak.1.22)

Dobrze jest się czasami zastanowić wypowiadając swe skrajne, populistyczne stanowiska, czy aby na pewno nasza miłość nie jest ograniczona tylko do przyjaciół z naszego zboru, bądź najbliższych mi osób i jak daleko czy głęboko sięga w nas słowo bliźni?

W tej historii, którą opowiedział Jezus jest dla nas jeszcze jedna bardzo ważna obietnica: gdy to będziemy czynić - będziemy przeto ŻYLI.