Betel.tv na Youtube Betel na Facebooku

Słowo od Pastora - Doświadczenie a zgorszenia, cz. 4 (M. Hydzik)

Czytelnia » Słowo od Pastora - Doświadczenie a zgorszenia, cz. 4 (M. Hydzik)

2015-12-01 09:59

Jest to już czwarte rozważanie na temat doświadczenia (testów) w życiu chrześcijanina. Tym razem zajmiemy się różnymi postawami wobec przechodzących przez doświadczenia.

I chociaż stan mój cielesny wystawił was na próbę (doświadczenie), to jednak nie wzgardziliście mną ani nie plunęliście na mnie, ale przyjęliście jak anioła Bożego, jak Chrystusa Jezusa (Gal 4,14).

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tą wypowiedzią apostoła Pawła mówiącą o tym, że jego stan cielesny wystawił wierzących w Galacji na próbę (test, doświadczenie)? Z całą pewnością nie chodzi tu o jakieś niegodziwe uczynki ciała wywołujące zgorszenie wśród wierzących. Byłoby czymś niegodziwym posądzać o nie apostoła. A zatem o co chodzi?

Spróbujmy sobie wyobrazić taką oto sytuację, która mogła przecież zaistnieć. Galacjanie nie mogli nie słyszeć o służbie Pawła i o tym co czyni Pan przez jego ręce. Nie mogli nie słyszeć, że nawet chusteczki przykładane do jego ciała a następnie włożone na chorych powodowały, że choroby ustępowały (Dz 19,11-12). Nie mogli nie słyszeć, że gdy nakazywał demonom - wychodziły z ludzi (Dz 16,18), a gdy modlił się za nieżyjącymi, byli wzbudzani z martwych (Dz 20,7-21) oraz, że gdy modlił się, ludzie przeżywali chrzest Duchem Świętym (Dz 19,1-7).

Nie mogli o tym nie słyszeć, bo wieści o czynach apostoła były przekazywane albo z ust do ust lub jego wysłanników.

I oto jednego dnia w zborze w Galacji zapowiedziano, że ten apostoł narodów zamierza odwiedzić i zbór w Galacji. Wyobraźmy sobie, jakie poruszenie spowodowała ta zapowiedź. Rozmawiano o tym w domach, zapraszano znajomych i znoszono obłożnie chorych w nadziei na uzdrowienie. Gromadziły się tłumy oczekując nadzwyczajnych wydarzeń. Tymczasem w dniu w którym miało się rozpocząć spotkanie, prowadzący je, stanął i oznajmił, że owszem Paweł przybył do miasta, ale nie weźmie udziału w nabożeństwie, bo jest chory.

Wyobraźmy sobie westchnienie zawodu zarówno u tych którzy zapraszali jak i u zaproszonych.

Nie ulega wątpliwości, że na wieść o tym, reakcje mogły być rozmaite: od głębokiego współczucia połączonego z troską o stan jego zdrowia do zgorszenia. Zadawano sobie pytanie: jak to jest możliwe, aby taki człowiek wiary mógł zachorować?

Dlaczego nie zgromił choroby i nie nakazał jej, aby opuściła jego ciało? Dlaczego nie wołał do Boga z wiarą by być uzdrowionym? Myśląc tak niektórzy się gorszyli a ich wiara wystawiona została na próbę. Apostoł w pełni rozumiał tę ich rozterkę, spodziewał się nawet, że rozczarowani „pluną mu w twarz”. Tymczasem Galacjanie okazali się ludźmi wiary i współczucia, bo przyjęli go mimo jego stanu jak anioła Bożego, jak samego Chrystusa.

Podobne zdarzenie miało miejsce i w życiu uczniów Pana. Przez 3 lata patrzyli na niezwykłe cuda czynione przez Jezusa: ślepi otrzymywali wzrok, sparaliżowani wstawali, trędowaci byli oczyszczani, demony wychodziły z krzykiem, morze się wyciszało. Ale jednego dnia Boży Syn ku ich zaskoczeniu oznajmił, że nadchodzi chwila gdy będzie sponiewierany, ubiczowany, oplwany i ukrzyżowany. A oni na widok tego zgorszą się. Nie będą mogli zrozumieć jak ktoś taki może iść przez takie doświadczenia skoro jest Synem Bożym (Mt 26,31).

Zarówno przeżycia Galacjan jak i uczniów stały mi się szczególnie bliskie w dniach mojego doświadczenia, które przeżywam. Przez wiele lat modliłem się o chorych w różnych częściach Polski i świata. Ludzie przyzwyczaili się do tego, że ewangelizacje z moim udziałem kończyć się będą modlitwą o chorych. W tamtych dniach nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że przyjdzie mi samemu staczać ciężki bój z agresywną chorobą. A zaatakowała ona niespodziewanie akurat moje usta uniemożliwiając mi zwiastowanie, śpiew i podniesienie głosu w modlitwie. Czasem czuję się jak niemy, stoję w nabożeństwie nie mogąc wydać z siebie głosu. Gdy ktoś o coś pyta nie odpowiadam, bo nie mogę. Jest to okrutna sytuacja, ale po ludzku rzecz biorąc nic zrobić nie mogę.

Wieść o moim problemie rozeszła się po Polsce i świecie. W tej sytuacji zauważam różnorakie postawy tych, którzy mnie znali i nie znali. Zdecydowana większość zapewnia mnie o swojej miłości i współczuciu. Codziennie otrzymuję dziesiątki listów mailowych, telefonów z zapewnieniem o pamięci i modlitwie. Jest to niezwykle pokrzepiające i podnoszące na duchu. Uświadamia mi to bezustannie, że w tym moim „Ogrodzie Getsemane”, toczę bój nie sam, że jest wielu, którzy czuwają. Ale wśród tego oceanu miłości są i bardzo sporadyczne inne postawy. Postawy tych których wiara z mojego powodu wystawiona została na próbę. Pytają: gdzie jest twoja wiara której nas uczyłeś? Albo: dlaczego nie zgromisz choroby? Nie znajdując odpowiedzi gorszą się. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, że stałem się z powodu mojej choroby kamieniem obrazy. Ale cóż ja mogę: wierzę w Boże możliwości, czekam choć głośno wołać nie mogę. Wiem, że On według mocy działającej w nas potrafi daleko więcej uczynić ponadto wszystko, o co prosimy albo o czym myślimy (Ef 3,20). Jak to się skończy i kiedy to się skończy - nie wiem, ale wiem, że On wie. I Jemu niech będzie chwała.

Tych wszystkich których stan mój cielesny wystawił na próbę, przepraszam, a tym wszystkim którzy mnie rozumieją, dziękuję.

Wasz brat w Chrystusie
Pastor Senior Michał Hydzik