Betel.tv na Youtube Betel na Facebooku

Słowo od Pastora - Katastrofa budowlana (B. Wrzecionko)

Czytelnia » Słowo od Pastora - Katastrofa budowlana (B. Wrzecionko)

2018-07-28 20:33

W tym artykule wrócę do rozważań rozpoczętych kilka miesięcy temu, a przerwanych w ostatnim numerze ze względu na okres świąteczny i noworoczny, który w naturalny sposób narzucił inną tematykę felietonu. Jednak w poprzednich artykułach nie wyczerpałem tematu, stąd w tym i kolejnych będę wracał do najważniejszej myśli, oraz wątków ją uzupełniających. Obawiam się jednak, że nasza pamięć może być co najmniej niedoskonała i trudno sobie w tym momencie przypomnieć, co stanowiło ten najważniejszy temat ubiegłorocznych trzech felietonów, śpieszę więc z przypomnieniem. Otóż mam świadomość, że wiele Słowa Bożego słuchamy, czytamy je codziennie, karmimy się; uczestnicząc w niedzielnych i wtorkowych nabożeństwach, obficie karmimy się Słowem, mamy go więc ogromną obfitość, nasze głowy i serca są nim nasycone. Nie daje mi spokoju jednak pytanie, w jakim stopniu to wszystko przekłada się na nasze codzienne życie? Tak więc tym wersetem przewodnim dla całego tego cyklu są słowa z listu Jakuba: A bądźcie wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami, oszukującymi samych siebie.

Biblia jasno mówi nam, że sam fakt słuchania i nawet zrozumienia Słowa niewiele nam daje, oczywiście jest konieczny i niezbędny, by mógł nastąpić ten najważniejszy etap, czyli WYKONANIE, ale pozostawanie tylko na etapie słuchania i rozważania to zbyt mało. Co gorsza, stwarza niebezpieczny stan życia w iluzji, w poczuciu fałszywego bezpieczeństwa, gdy wydaje się nam, że wszystko jest piękne i zmierza w dobrym kierunku, podczas gdy prawda może być inna. Jezus o tym mówi dobitnie, podając obraz dwóch budowniczych.

Symptomatyczny jest moment, kiedy użył tego obrazu. Podaje go w momencie, kiedy kończy jedno ze swoich najważniejszych przesłań, czyli kazanie na górze, które jest niezwykle bogate w treść, jest ono uznawane za konstytucję Królestwa Bożego. Więcej, Jezus był świadomy tego, że jego przesłanie jest rewolucyjne, że burzy dotychczasowe schematy myślowe słuchaczy, że zdecydowanie podnosi poprzeczkę, więc mógł obawiać się, co słuchacze teraz zrobią z usłyszanym słowem. Dlatego podaje ten niezwykle sugestywny obraz, by ostrzec ludzi przed „katastrofą budowlaną”, jaka może nastąpić, jeśli tych słów nie zechcą wprowadzić w życie: Każdy kto słucha słów moich, lecz nie wprowadza ich w życie, ten jest podobny do człowieka niemądrego, który buduje swój dom na piasku. Przyszła ulewa, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom, a on zawalił się i zostało po nim tylko wielkie rumowisko (Mat 7,27 BWP).

Powyższy fragment jest wprost obrazem chrześcijanina, który wciąż karmi się słowem, przybywa wciąż „cegieł Słowa”, powstaje piękny budynek, jednak bez fundamentu, jakim jest jego wykonywanie, wprowadzanie w życie, czego efektem będzie wielka „katastrofa budowlana”

W poprzednich artykułach opisywałem właśnie to zjawisko, którego niestety doświadczyli wielcy i znani bohaterowie Starego Testamentu, którzy świetnie znali Słowo, doskonale wiedzieli, co mają robić, jednak tego nie zrobili i stało się dokładnie jak w przypadku tego głupiego budowniczego z ewangelicznego obrazu: Ich życie się zawaliło i pozostało po nich tylko wielkie rumowisko. Bo czyż tak właśnie nie potoczyła się historia króla Saula, który tak dobrze rozpoczął, ale skończył jako szukający porad u wróżki i zmarł przedwczesną, straszną śmiercią.

Zupełnie podobnie, a może i jeszcze tragiczniej potoczyło się życie króla Salomona. Dlaczego wydaje się jakby jego historia była jeszcze tragiczniejszą? Uważam za słuszne takie spostrzeżenie, dlatego że dłużej żył w iluzji i okłamywaniu samego siebie. Prowadził budowę świątyni, Bóg się mu objawiał, wysłuchiwał jego modlitwy, a jednocześnie pozwolił sobie na ewidentne nieposłuszeństwo Bożemu Słowu. Ten proces trwał tak długo, że dla otoczenia mógł być niezauważalny, ale jego serce stopniowo twardniało, aż doprowadził do podobnej tragedii jak w życiu Saula.

W tym rozważaniu krótko chcę przyjrzeć się kolejnej osobie, która powieliła błędy poprzedników i również smutny był jej koniec. Samson, o którym będę pisał, podobnie jak wcześniej omawiani bohaterzy (ciekawie się ułożyło, że wszystkie trzy imiona rozpoczynają się literką „S”) również świetnie rozpoczął. Już niesamowita była zapowiedź jego narodzin, gdzie anioł wyraźnie przekazał rodzicom informacje o jego powołaniu, namaszczeniu i misji jaka była przed nim. Czy nie jesteśmy do niego podobni? Przecież Pan Bóg wybrał nas przed założeniem świata, zbawił nas, namaścił, również dał nam misję i cel.

Okres jego dorastania Biblia charakteryzuje w takich słowach: a chłopiec rósł i Pan mu błogosławił i zaczął w nim działać Duch Pański (Sędz 13,25) Później czytamy ponad dwa rozdziały opisujące jego wyczyny, które, choć czasem dziwne i motywowane na pozór jego prywatnymi zatargami, to jednak inspirowane były przez Boga i służyły wybawianiu Izraela spod okupacji filistyńskiej. Opisanych jest zaledwie kilka sytuacji, co sprawia wrażenie, że jego służba była krótka, lecz Biblia mówi: sądził Izraela w czasach Filistyńczyków przez dwadzieścia lat. Niestety tych pięknych dwadzieścia lat zaprzepaścił przez jeden głupi krok zakochał się w kobiecie imieniem Dalila w dolinie Sorek (Sędz 16,4)

Dalila jest symbolem grzechu i pożądliwości, Samson się zakochał i tu był problem. To też mówi wiele o nas. Wielokrotnie widzę, że ktoś zmaga się z jakimś grzechem, nałogiem nie mogąc dłuższy czas sobie z tym poradzić. Dlaczego? Śmiem twierdzić, że w większości przypadków właśnie dlatego, że go kocha. Jeżeli ktoś znienawidzi grzech, to mocą Bożą go przezwycięży. Do tego ciężko się przyznać, ale zazwyczaj kochamy to, co Bogu się nie podoba w naszym życiu i co powinnyśmy znienawidzić. Samson bawił się grzechem.

Trzykrotnie okłamywał swoją żonę, podchodził zbyt blisko krawędzi, ale wciąż udawało mu się wyjść z opresji. Jednak czytamy, że później, gdy Dalila wciąż nalegała, życie mu już obrzydło. Tak działa grzech. Początkowo można się w nim zakochać, jest przyjemny, można go ukrywać długi czas, ale w końcu nam obrzydnie, byleby tylko nie było zbyt późno. Mimo tego, że Samson był świadomy, że za każdym razem czekali już na niego Filistyni gotowi go zabić, wiedział że to nie są przelewki, jednak wyznał żonie prawdę. Kiedy obcięli mu włosy, on nadal myślał, że wyjdzie z tego cało. Jednak nie tym razem, czytamy: Nie wiedział jednak, że Pan odstąpił od niego. Schemat jego upadku jakże podobny jest do historii Saula i Salomona. Doskonale wiedział, że z Dalilą nie powinien się zadawać, że ta Filistynka doprowadzi go w końcu do tragedii, ale wygodniej mu było tak trwać, nie wprowadzając w czyn tego, co było dla niego ratunkiem, gdyż się zakochał.

Saul nie zabił całego dobytku Amalekitów, bo żal mu było tak pięknego bydła i połakomił się na łup; Salomon nie odesłał z powrotem do Egiptu córki Faraona, bo byłoby to niezręcznością polityczną rangi państwowej i ta doprowadziła go do totalnego odstępstwa; Samson nie porzucił Dalili, bo ją kochał i tak wszyscy trzej doświadczyli tragedii - „katastrofy budowlanej” ich życia, używając obrazu z przypowieści Jezusa. Czy nie jest to dla nas potężnym ostrzeżeniem? Powinniśmy prosić Ducha Świętego, by penetrował nasze serca, czy nie ma w nich podobnych motywacji, jakimi kierowali się ci trzej bohaterowie. Wspólnym mianownikiem ich tragedii jest fakt, że NIE WYKONALI SŁOWA, o którym dobrze wiedzieli. Prośmy Boga, byśmy nigdy nie zlekceważyli tego, co mówi do nas, byśmy nigdy nie byli tylko słuchaczami, oszukującymi samych siebie.

Wasz Pastor Bogusław Wrzecionko