Betel.tv na Youtube Betel na Facebooku

Słowo od Pastora - Modlitwa to proszenie (M. Hydzik)

Czytelnia » Słowo od Pastora - Modlitwa to proszenie (M. Hydzik)

2016-04-04 09:09

Poprzednie rozważanie zakończyłem stwierdzeniem, że Bóg jest Bogiem wysłuchującym modlitwy (Ps 65,3), a to rozważanie rozpocznę od zacytowania znanego amerykańskiego pisarza i nauczyciela Dennisa Bennetta (napisał między innymi książkę Duch Święty i ty), który stwierdził, że przez wieki diabeł wypracował określoną metodę działania. Polega ona przede wszystkim na tym, że nie chce on dopuścić wierzących do poznania pewnych prawd zawartych w Biblii. Gdy jednak sztuka ta mu się nie powiedzie, nie rezygnuje, ale przystępuje do drugiego ataku polegającego na sprowadzeniu tych, którzy już poznali, do jakiejś skrajności.

I w tym kontekście myślę o modlitwie. Pamiętam lata, gdy nie znaliśmy pojęcia „uwielbianie”. W zborach miały miejsce śpiewy chóralne lub ze śpiewnikiem w ręku. Gorszono się z grania na gitarze, nie mówiąc już o perkusji. Nie dopuszczano do innej formy, uważając ją za świecką. Później, pod wpływem grup przyjeżdżających z USA, Szwecji i innych krajów, zaczęliśmy dopuszczać rytmiczne refreny, instrumenty perkusyjne itd. Z czasem formy te wyparły tradycyjny sposób śpiewania. Dziś niektórzy wierni nawet nie wiedzą, że istnieje coś takiego jak Śpiewnik Pielgrzyma. A przecież Duch Święty jest ponadczasowy, a niektóre z pieśni zawartych w Śpiewniku... powstały w nadnaturalny sposób. Ktoś podczas nabożeństwa śpiewał w językach, a ktoś inny zapisał tę melodię. Posługujący się darem tłumaczenia przetłumaczył słowa na j. niemiecki, a następnie nasi ojcowie - na j. Polski.

Niedawno uskarżał się przede mną jeden brat z pewnego zboru, że pierwsza godzina nabożeństwa niedzielnego zwykle jest zmarnowana, bo zespoły śpiewają nieznane refreny, a zbór czyta jedynie słowa z ekranu. Nie dlatego, że nie chce śpiewać, po prostu nie zna słów ani melodii. Zdarza się, że niektórzy przychodzą na nabożeństwo dopiero po uwielbianiu.

Słuchając tego, byłem pełen hołdu i wdzięczności pod adresem naszych (ustrońskich) grup prowadzących uwielbianie, gdyż z reguły intonują pieśni ogólnie znane i w taki sposób, by za ich śpiewem podążał cały zbór. Bo w moim przekonaniu na tym właśnie w odróżnieniu od koncertu polega uwielbianie. Chodzi o to, by uczestniczył w nim cały zbór.

Czasem, gdy podczas tak zwanego uwielbiania, migocą różnokolorowe światła, unosi się dym, a zespół wykonuje dziwne podrygi, zastanawiam się, czy wrogowi nie udało się sprowadzić czasu uwielbiania do skrajności. Tym bardziej, że reklamując usługiwanie zespołu, pisze się lub mówi: „Dadzą czadu”, „Będzie się działo”. Jakże blisko jesteśmy do występów kapel rockowych i innych świeckich praktyk...

Choć, oczywiście, nie lubuję się w tego rodzaju praktykach, najbardziej jednak ubolewam nad faktem, że w niektórych zborach w związku z tym zatracono zupełnie czas modlitwy. Według nauczania Biblii, modlitwa to nie uwielbianie, choć jest ono bardzo ważne, gdyż Bóg mieszka w chwałach swego ludu. To nie medytacja, choć jest ona bardzo ważna, to także nie jakaś inna nowa lub stara forma. Modlitwa to PROŚBA.

Pomyśli ktoś, że od tego są grupy domowe lub komory domowe. Tak, ale modlitwa w zborze, żar ognia i wsparcie wielu, a także końcowe „Amen” zboru, to coś więcej niż modlitwa w samotności lub w małej grupie. Pierwszy zbór doskonale to rozumiał, dlatego jednym z elementów jego nabożeństw była modlitwa (Dz 2,42).

Gdy Pan Jezus nauczał na temat modlitwy, używał greckiego słowa aiteo, co oznacza: „proście (o coś), szukajcie (czegoś), oczekujcie (na coś), domagajcie się”. Ten wyraz użyty jest w Nowym Testamencie około 30 razy, m. in. w Mt 7,7; 7,8, Jn 16,24. A zatem modlitwa to proszenie Boga o coś, czego potrzebujemy.

Raz jeszcze powtarzam: uwielbianie Go to obowiązek każdego wdzięcznego serca, pamiętajmy jednak, że nie jest ono modlitwą. Także rozmyślanie jest absolutnie niezbędne dla budowania naszego ducha, ale to nie jest modlitwa. Modlitwa to PROSZENIE. Jeśli tedy wy, będąc złymi, potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim, o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie, da dobre rzeczy tym, którzy Go proszą. A zatem modlitwa to proszenie Boga o coś.

Pan Jezus, nauczając o modlitwie, posłużył się przykładem człowieka, który przyszedł w nocy do swego przyjaciela, kołacząc w okno i prosząc o chleb. Dwie cechy proszącego należy tu zauważyć: proszenie i wytrwałość (Łk 11,5-8). Podobnie rzecz się miała z wdową, która nachodziła sędziego, prosząc o pomoc (Łk 18,1-8). Również kobieta, która przyszła do Pana z prośbą o uwolnienie córki, także usilnie prosiła.

Nauczanie Jezusa na temat modlitwy oraz powyższe przykłady wskazują na jeszcze jedną ważną cechę modlitwy. Pan używa czasu ciągłego, tzn. nie: poproście, ale proście, proście, proście… Tak jak czyniły to wspomniane wyżej osoby, czy jeszcze inni: prosił ślepy Bartymeusz, prosił łotr na krzyżu, prosił trędowaty w okolicach Kafarnaum.

Jakub pisze wprost: Nie macie, bo nie prosicie (Jk 4,2). Trzeba więc zauważyć, że nie chodzi o jednorazowy akt poproszenia, ale o wytrwałe proszenie. Jest to ważne, bo coraz częściej słyszy się, że nie ma potrzeby prosić wiele razy, gdyż taka postawa jest oznaką braku wiary, że zamiast tego, trzeba z wiarą brać to, co jest obiecane.

Pastor senior Michał Hydzik